***
Wracając do domu jeszcze przez chwile zastanawiałem się krok po kroku co jej jutro powiem. O wielkim zawodzie o mozliwosciach jakie nas mogly czekac o tym ze bardzo mnie zranila a moze poprostu zapytam co u niej. W drodze powrotnej do domu musialem spedzic jakies 2 godziny w autobusie, co mi dawalo konfort rozmyslan. Droga powrotna zawsze byla dla mnie bardziej atrakcyjna. Autobus przebijajacy sie drogami na wpolprzemyslowego Glasgow, miasta o dwoch obliczach - przemyslowego oraz pretendujacego do miana metropoli rozrywki i kultury, miasta dwoch religii - protestnatyzmu i katolicyzmu, miasta - gdzie 28 letni cpun o wygladzie emeryta w dresie lacosta spotyka sie z 85 letnim wysportowanym i tanczacym mezczyzna w garniturze boss’a
To miasto zawsze mnie fascynowalo, przyciagalo jak kiedys butelka pepsi coli wystawiona w sklepie spozywczym. Cokolwiek tu przezywalem wiedzialem, ze nie tylko ja to odczuwam Cokowiek w nim zrobilem wiedzialem ze inni moi rodacy przechodza to samo, ale zawsze czulem sie wyjatkowo, jedynie i niepowtarzalnie. Szczegolnie dla tych z Polski.
Czas w autobusie mi uplywal na przemysleniach gdy, nagle z kabiny kierowcy dalo sie uslyszec siarczyste “kurwa mac”. Autobus zachamowal na srodku skrzyzowania. A wszyscy pasazerowie polecieli w ten albo inny sposob do przodu, potracajac wozki, sasiadow czy psa. Glowa uderzylem w porecz kolo okna. zdarzylem jeszcze pomyslec, ze mialem racje ze kierowca jest polakiem i przeklnac na zbyt nisko umieszczone porecze w autobusa. Stracilem przytomnosc
Ocknalem sie w momencie gdy wynoszacy mnie na noszach sanitariusze pokrzykiwali do kierowcy karetki zeby blizej podjechal. Ciemnoskory kierowca nic z tego szkockiego pokrzykiwania nie rozumial i wolal przerazliwie “what, what”. Przy wyjsciu z autobusu stal kierowca razem z policja, a reszta moich z powodu ulewnego deszczu(normalna pogoda o tej porze w Glasgow) wspolpasazerow stala skupiona pod niewielka wiata autobusowa z napisem “High Street”. Acha to do domu jeszcze 15 min - pomyslalem i znowu stracilem przytomnosc.
To co dzialo sie dalej pamietam jak przez mgle. Tak ponoc sie mowi jak twoja pamiec chce wymazac wspomnienia lub wydarzenia z przeszlosci. To jak szybki film z powyrywanymi watkami. Jak podroz pociagiem, ktora pod wplywem snu zmienia sie w kalejdoskop obrazow zza okna.
Widzialem i czulem miejsce gdzie bylo strasznie sterylni, szafy i drzwi byly koloru metalicznego. To miejsce bylo bardzo zimne. Przerazliwie zimne. Na moim duzym palcu kartka z napisem “SABEASTIAN ENTOLAK”. Bylem nagi, do cholery nagusienki. Czulem tez, ze nie jestem sam. Potem bylo juz lepiej. Bylem juz ubrany, przy mnie zona, matka, ojciec. Czulem ich dotyk dloni. Mile uczucie szczegolnie wtedy. Gdzies w oddali slyszalem glos mojego synka. Jak zwykle zadawal pytania. Czy dostal odpowiedz nie wiem. Potem bylo ciemno, a potem sobie pomyslalem ze musze sie obudzic z tego snu i wstawac do pracy. Zamiast tego znalazlem sie w tym samym autobusie. W tym samym momencie gdy kierowca uzyl sowjej siarczystej polszczyzny. Tak samo wszyscy przemiescili sie do przodu pod wplywem gwaltownego hamowania. Tym razem jednak stalem w innym miejscu i jedynie wpadlem na sliczna blondynke ubrana na czarno. Usmiechnalem sie do niej ale nie otrzymalem wzamian tego samego. Jedynie jakies wyzwisko cos o polish bustard. Ale to nie do mnie to do innych. Cos sie stalo na przodzie bo kobieta w przyciasnej niebieskiej koszulce zaczela krzyczec przerazliwie. Ludzie zaczeli gromadzic sie nad czyms tak ze nie moglem nic zauwazyc. Zreszta nie interesowalo mnie to. dalej myslalem o swojej pozycji jutrzejszego dnia. co jej powiem...
Za tlumem wypychajacym sie z autobusu wylecialem na ulice nie dostrzegawszy co tam zostalo na podlodze. Co spowodowalo przyjazd karetki i policji ? Kto o to dbal. Wiata autobusowa wskazywala wyraznie ze jestem na “High Street”. Cholerne 15 min do domu ale w ten deszcz nie ma szans isc na piechote a najblizszy autobus w tym korku spodziewac sie mozna okolo godziny czasu. Powrot do domu zawsze nie byl latwy.
Nie byl latwy, bo nie wiedzialem czego sie w nim moge spodziewac. Od swojej malzonki. Moze tym razem znowu bedziemy miec ciche dni. Moze zaczniemy rozmawiac, a moze bedzie poprostu spala. Moja malzonka lubila spac. Moze to bylo zmeczenie a moze poprostu dawalo jej to szanse schowania sie w snie przede mna. Kiedys probowalem do niej mowic podczas jej snu. Zawsze reagowala nerwowo. Pewnie nie spala.
Caly zmoczony wrocilem do domu. A wlasciwie wynajetego mieszkania zaadaptowanego na warunki “domu”. 3 pokoje dosyc przestronne, jedna toaleta z prysznicem oraz kuchnia w ksztalcie wagonu, tak pociagla ze wagon “wars” przy niej to tylko przytulne lokum. Za wynajem placilismy polowe mojej pensji. Za te warunki to i tak nie wiele no i jakies warunki. Bo mieszkalismy sami.
W domu bylo ciemno, z pokoju goscinnego dobiegal blas wlaczonego telewizora. sciagnalem buty, plaszcz i wszedlem do pokoju syna. spal. Lubie nasluchiwac jego oddechu. Zanim sie urodzil nasluchiwalem oddechu swojej malzonki. Wtedy duzo mialem przemyslen. A jej oddech mnie uspokajal. Gdy urodzil sie syn dlugo nie moglem sie pogodzic ze moje rozmyslania zakloca placz dziecka.I fakt ze moja malzonka teraz oddycha rowno z Nim a nie ze mna. Potem przestalem sie tym przejmowac i zaczalem uczyc sie jego oddechu. Mial gleboki i pelny oddech. Mozna bylo spokojnie pomyslec. Dotknalem jego czola. przekrecil sie na druga strone i probowal zlapac moja dlon. nie chcialem mu na to pozwolic bo wiedzialem ze bede musial spedzic kolejne 15 min nad stanie przy jego lozku. a nie mialem na to na stroju. Wazne ze spal. Tesknilem za nim na swoj sposob.
W sypialni malzenskiej bylo ciemno. Spala. Moja malzonka byla pograzona w gleboki snie o 9 wieczorem. Wzialem gleboki oddech i westchnalem. Dobrze ze nie uslyszala. poszedlem do kuchni, otworzylem okno i zapalilem papierosa. W oknach naprzeciwnej kamienicy zycie zaczynalo sie dla moich sasiadow. Krzatali, prali, gotowali, kochali, tanczyli, przytulali sie. Skpnczylem papierosa. umylem zeby i polozylem sie w moim malzenskim kingsize lozu. Duzo miejsca na wieczorne rozmyslania.
Ostry dzwiek telefonu mojej zony wytracil mnie z jakies czelusci mysli, zaswiecila lampke nocna i odebrala telefon.
- kto do cholery o tej porze dzwoni do ciebie - burknalem pod nosem i przekrecilem sie na bok
- Yes, speaking - jej glos brzmial na zaskoczony
- pewnie z banku jakiegos, bo cos nie zaplacone, ale o tej porze
- Soorr yy - jej glos zadrzal, a wlasciwie to brzmial jak pisk opon samochodu
Podnioslem sie. Jej dlon na telefonie drzala. Oczy zrobily sie wielkie. telefon upadl na podloge. Co jest do cholery.
Zerwala sie i jeszcze raz siegnela rekoma po telefon. Probowala wykrcic jakis numer. Nie reagowala na moje pytania. czulem sie poirytowany. Jak ja mam byc dobrym mezem jak ona nie chce ze mna rozmawiac. Jak moge do niej dotrzec. Co z tego ze wczoraj i ostatnie kilka dni mielismy ciche dni. Ale sie martwie o nia. co sie dzieje - zapytalem
- Taattoo ... Sebastian ... boze ... w autobusie - nie rozumialem, sadze ze ojciec tez. Trzeba ta farse skonczyc gwaltownie chwycilem ze jej dlon z telefonem. Nie wiem co sie stalo ale to nie przynioslo skutku. Moja dlon doslownie przeleciala przez jej dlon.

No comments:
Post a Comment