***
Zabawne jak Szkoci postrzegaja bycie miłą osobą. Wstając rano, budzą sie z wielkim kacem po ostatniej przegranej lub wygranej ich faworyzowanej drużyny. Piją bezkofeinową kawę. Wkładają te same ciuchy z dnia poprzedniego i wychodzą na przystanek. W zatłoczonym autobusie do centrum, zaglądają do codziennej prasy i słuchają na empetrójce najnowszego hitu wyśpiewanego przez ostatniego zwycięzce X-Factor, tutejszego Idola. Potem w drodze do miejsca pracy szybki łyk kawy i pośpieszny papieros. Jeszcze przepychanka na światłach dla pieszych i mozna wejśc do pracy.
- Jak się czujesz - wyrzuca swoje powitanie Paul na wejściu do biura. Bardzo źle, nie spałem w łóżku, nie uprawiałem seksu od 2 miesięcy, nie mam wystarczająco pieniędzy na kupno samochodu i w ogóle to mnie pogoda dołuje - pomyślałem, ale odpowiedziałem:
- Świetnie, a ty? - zapytałem z grzeczności chociaż znałęm odpowiedź.
- Bardzo wyśmienicie.
I właśnie w ten sposób Szkoci są mili. Z samego rana nie zarzucają cie podłym nastrojem, tym co ich boli, tym co ich złości tylko poprostu grają w grę “Jestem super i jest mi super”. Kto zapomni o regułach gry wypada z obiegu. A wystarczy zwykłe “Ehh”
- Co ci znowu jest, znowu ehhasz, narzekasz, masz pracę, dom, żonę. Czego ty chcesz - usłyszałęm natychmiast gdy po powitaniu Paula wyleciało z moich ust właśnie “Ehh”. Nie było już tłumaczenia. Przegrałem grę. Na najbliższe kilka godzin zostałęm wykluczony z towarzyskiego obiegu biura. Właściwie często mi się to zdarzało. Z różnych powodów. Na przykład dlatego, że nie znałem gry “Kto najlepiej wczoraj grał w rozgrywkach ligowych”, “Czemu Ta aktorka/piosenkarka (Tu padało jej imię) nie nosi majtek” albo najprostsza gra “Czy steak pie był lepszy wczoraj na kolację od black pudding”. Na żadne z tych pytań nie miałem odpowiedzi. Kończyło się to wykluczeniem. Nie żebym się nie starał. Ale wtedy gdy próbowałem kończyło się to jeszcze gorzej. Bo pomyliłem bramkarza przeciwnych drużyn, bo zakwestionowałem wartość aktorki/piosenkarki, która celowo pokazuje gołą dupe, albo poprostu powiedziałęm, że steak pie to u nasz polski gulasz a black pudding to nasza rodowita kaszanka. No i byłem przez to niemiły. Nie przyjazny. Nie normalny. No poprostu polak.
Paul włączył swój komputer i siadł na przeciwko mnie przy swoim biurku. Usłyszałem głośne pierdnięcie i komentarz do jakoci zapachu wydostającego się z tego człowieka. Paul rozpoczął pracę. Ja niestety musiałem ją zakończyć. Na najbliższe 15 minut. Z powodu zapachu. Paul był tak miły i usmiechnął się jakby nic się nie stało.Wyszedłem na zewnątrz. Stojąc na balkonie biurowac mogłem obserwować panoramę centrum Glasgow. Gdzieś tam na dole, 60 metrów pode mną było więcej takich miłych ludzi jak Paul. Byli jeszcze też ludzie, których ciężko było nazwać miłymi. Myli naczynia, zamiatali ulice, odkurzali biura, czasami gotowali. Tych pojawiło się więcej ostatnim czasy. I rozmawiali dziwnym językiem. I jeszcze dziwniej się zachowywali.
- Co znowu - podszedł do mnie Paul, z wyrazem zainteresowania. Pewnie już i jemu przeszkadzał zapach jego pierdnięcia. Chyba mogłęm mu powiedzieć co mi jest. Ale postanowiłem zagrać w grę.
- Wszystko okey. A widziałeś jak wczoraj Boruc bronił na bramce - zapytałem. Na najbliższe 2 godziny wracam do gry.

1 comment:
Myślę, że coś wiem na temat obowiązkowych gier w Pitu Pitu... O tzw różnicach kulturowych pisze w śmiesznym tekście "Jak żyć i pracować w GB" Zjednoczenie Polskie, gdzie tłumaczą Polakom fakt, iż należy mówić THANK YOU i Excuse Me...
Post a Comment